Szkoła i ja – tandem nawet za granicą.

Od 30 lat wraz z mężem Krzysztofem w Ruchu Domowego Kościoła, zostaję też w stałej formacji ignacjańskiej.
Od niedawna jestem emerytką, choć wcale się tak nie czuję. 26 lat pracowałam w tutejszej szkole wykonując różne posługi. Najpierw w świetlicy szkolnej, potem w dydaktyce jako katechetka i nadal nią jestem. Kiedy zaszła potrzeba, byłam szkolnym pedagogiem. Z chwilą reformy likwidującej ośmioklasową szkołę podstawową na rzecz gimnazjum, przyszedł czas na dalsze kszałcenie – w duchu solidarności z nauczycielami placówki, by zminimalizować skutki reformy. Zdecydowałam się na studia podyplomowe z historii, by osiągając kompetencje do uczenia tego przedmiotu „zwolnić” godziny religii i nie  dopuścić do zwolnienia koleżanki. Tak stałam się nauczycielem historii, wos-u i religii. W międzyczasie prowadziłam zajęcia z informatyki, zastępowałam panią od biologii w czasie jej macierzyńskiego urlopu. A teraz już tylko gościnnie – 2 razy po 3 godziny. Cieszę się i nie myślę o dniu, w którym nawet z tym trzeba się będzie pożegnać.